Jak czytamy we „Wprost”, nastroje w PO są minorowe. Do tego stopnia, że spekuluje się o zwinięciu szyldu Platformy w przypadku bolesnej porażki wyborczej. Jeśli w październikowych wyborach parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość wyprzedzi Platformę o 15 proc. lub więcej, może to oznaczać koniec tej partii.

Co wydarzyłoby się dalej?

„Wtedy powinniśmy zbudować coś nowego wokół naszego kandydata na prezydenta” – twierdzi polityk, przedstawiany jako „zagorzały tuskowiec”.

Zdaniem rozmówcy tygodnika, tylko powrót Donalda Tuska do krajowej polityki mógłby zmienić układ sił. Dodał, że w takim przypadku należałoby budować nowe środowisko polityczne „skupione wokół kandydata opozycji na prezydenta”. Według chcącego zachować anonimowość polityka PO, stanowisko dotyczące likwidacji partii nie jest jednostkowe.

To nie koniec problemów w szeregach opozycji

„Niech Schetyna przestanie jeździć po kraju” – powtarzają dziennikarkom „Wprost” regionalni działacze. Chcieliby oni, aby Małgorzata Kidawa-Błońska realnie stała się główną postacią kampanii, a niepopularny Schetyna do końca usunął się w cień. Jak twierdzą lokalni działacze PO, Schetyna w trakcie swoich kampanijnych delegacji przekonuje regionalnych baronów, by głosowali na niego w wewnętrznych wyborach szefa partii.

Według najnowszych sondaży Prawo i Sprawiedliwość zmierza po samodzielną większość w parlamencie na kolejną kadencję. Gdyby wybory odbyły się w najbliższą niedzielę, na obecnie rządzące Prawo i Sprawiedliwość swój głos oddałoby 47,2 proc. wyborców. Koalicja Obywatelska mogłaby liczyć na 26,1 proc. (spadek o 0,4 pkt. proc.).

Źródła: