Nieludzka decyzja, o której powinien dowiedzieć się papież – tak pisze Małgorzata Skowrońska o zwolnieniu trzech pracownic przez arcybiskupa Jędraszewskiego. Według oświadczenia kurii, zwolniono osoby niezamężne, natomiast pozostawiono na stanowiskach te, które „tworzą wraz ze swymi mężami katolickie rodziny”.

Publicystka przypomina, że zwolnione kobiety, gdy jeszcze pracowały w biurze prasowym Archidiecezji „broniły arcybiskupa i jego skandalicznych wypowiedzi («tęczowa zaraza») jak żołnierki. Arcybiskup nie odpłacił im się tym samym” (link) . Można więc powiedzieć, że pracownice współuczestniczyły w działaniach niemoralnych, a na koniec same zostały niemoralnie potraktowane przez wielebnego chlebodawcę. Być może po tej lekcji nie będą już szukały zatrudnienia w strukturach kościelnych. 

Ale nie tylko o moralność tu chodzi, bo mogło zostać naruszone prawo. Rafał Chabasiński w „Bezprawniku” zwraca uwagę (link), że jeśli faktycznie pracownice zostały zwolnione ze względu na stan cywilny, to „mielibyśmy do czynienia z przejawem dyskryminacji”, ponieważ zakaz dyskryminacji obejmuje również umowy cywilnoprawne (taka była w tym przypadku podstawa zatrudnienia).

Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Obywatelskich. Zapowiedział, że poprosi kurię o „dobrowolne wyjaśnienia” i zwróci się do Okręgowej Inspekcji Pracy o „ewentualne przeprowadzenie kontroli” (link).

Kontrola byłaby wskazana nie tylko ze względu na domniemanie dyskryminacji. Jak zauważa Krzysztof Burnetko (link), arcybiskup „zatrudniał kobiety na podstawie umów cywilnoprawnych, nazywanych nie bez racji śmieciówkami, podczas gdy charakter ich obowiązków w oczywisty sposób wymagał formuły klasycznej umowy o pracę”. Jest to zdaniem publicysty naruszenie Kodeksu Pracy, co powinno skutkować karą grzywny od 1000 do 30000 złotych

Ale Kościół, jak pisze Burnetko, „od dawna funkcjonuje niejako obok systemu prawnego obowiązującego inne instytucje i pozostałych obywateli” – a więc nie przejmuje się Kodeksem Pracy. Może sobie na to pozwolić, bo wie, że jest traktowany przez państwo na wyjątkowych zasadach, czego dowodem jest chociażby niedawna rezygnacja prokuratury z przeszukania w poznańskiej kurii czy brak reakcji organów ścigania na przemoc podczas „egzorcyzmów”.

Na koniec wróćmy do moralności. Przed dwoma laty Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie zorganizował konferencję naukową pod hasłem „Prekaryjna praca a misja społeczna Kościoła” (link). Mówiono o tym, że „brak stabilnej umowy, elastyczne formy zatrudnienia” sprawiają, iż „człowiek zatrudniany jest na niepewnych warunkach, przez co traci swoją godność i poczucie własnej wartości”. 

Jak to się ma do umów śmieciowych w Archidiecezji Krakowskiej? Casus tamtejszego biura prasowego jest dowodem – jednym z wielu – że Kościół nie tylko nie przejmuje się prawem, ale również moralnością, którą sam głosi.

Twitter autora >>
Kanał YouTube autora >>