Pojęcie legitymizacji władzy oznacza relację pomiędzy władzą a ludem, opartą o przekonanie, iż liderzy państwowi i instytucje regulujące, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i zbiorowym, są uprawnionymi aktorami do rozciągania władzy politycznej nad społeczeństwem. Jeśli społeczeństwo wierzy, że władza posiada legitymizację dla swoich działań, wówczas może samodzielnie chcieć przestrzegać ustalonych przez tę władzę reguł i praw, robiąc to niekoniecznie w strachu przed przemocą (przymusem bezpośrednim). Alex Thomson wyróżnia trzy podstawowe modele źródeł legitymacji: tradycyjny (oparcie się o kulturę i historię, np. tradycyjni monarchowie), charyzmatyczny (osobowość lidera pociąga za sobą masy) oraz racjonalistyczny (kontraktualizm społeczny: jest w interesie społeczeństwa przestrzegać prawa, ponieważ ci, którzy prawa te wypracowują, działają nie w swoim, partykularnym interesie, a raczej występują w imieniu zbiorowości, dążąc do uzyskania dla niej dobrych rezultatów) [Polityka jako zawód i powołanie w: M. Weber, Racjonalność, władza, odczarowanie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2011, s. 266].

Racjonalistyczny sposób myślenia, charakterystyczny dla społeczeństw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej, został przeniesiony przez dawnych kolonizatorów na grunt kolonialny jeszcze przed uzyskaniem niepodległości przez państwa regionu subsaharyjskiego. Jakakolwiek próba zaimplikowania z zewnątrz instytucji typowych dla państw Europy Zachodniej inspirowana była tradycyjnym, republikańskim myśleniem o legitymizacji władzy. Wkrótce po wycofaniu się państw-kolonizatorów z tego regionu, porzucono ten sposób myślenia o państwie. Zamiast tego, siła polityczna koncentrowana była przez poszczególne jednostki w procesie centralizacji władzy – bez udziału społeczeństwa obywatelskiego i instytucji, natomiast przy niezaprzeczalnym znaczeniu decydenckiego rdzenia, częstokroć skupionego wokół jednej, dominującej osoby.

W społeczeństwach, w których władza jest legitymizowana poprzez zawarcie umowy społecznej, władza z definicji podlega dyfuzji pomiędzy różnych aktorów: elektorat reprezentujący się w formie społeczeństwa obywatelskiego, partie polityczne działające w systemie wielopartyjnym, w którym każda z partii jest równouprawniona, a także instytucje, działające na podstawie i w granicach zasady legalności. W odróżnieniu od tego modelu, państwo skrajnie scentralizowane opiera się o opresje wobec opozycji politycznej, co rozciąga się również na innych aktorów życia zbiorowego (związki zawodowe, stowarzyszenia, organizacje trzeciego sektora). Takoż i większość stosunków ekonomicznych odbywa się pod egidą państwową, a zatem pozornie w ramach demokratycznej kontroli. Thomson wskazuje na dwa etapy centralizacji: w pierwszym opozycja polityczna zostaje zneutralizowana i ustanawia się system jednopartyjny, w drugim – następuje manipulacja siły politycznej w ramach państwa, gdzie wąska elita partyjna lub dyktator osobiście stanowią rdzeń, a instytucje „peryferyjne” takie jak sądownictwo, samorząd czy parlament stanowią elementy mające legitymizować poczynania władzy (Umowa społ., na podst.: T. Hobbes, Leviathan, 1651; J.J. Rousseau, The Social Contract or Principles of Political Right, 1762).

Klasyczne argumenty na rzecz powstania systemu jednopartyjnego w Afryce to jedność, brak opozycji, tradycja i zwiększone szanse rozwoju ekonomicznego. Jedność rozumiana jest tu jako najbardziej palący deficyt w subsaharyjskiej polityce: w zderzeniu z heterogeniczną strukturą etniczną państw i arbitralnym charakterem granic terytorialnych, klasa decydentów politycznych potrzebowała szybkiego wykształcenia się możliwie jednorodnej tożsamości politycznej. System wielopartyjny mógłby tutaj sprzyjać powstawaniu partii związanych z jednym konkretnym plemieniem lub klanem, co znacząco mogłoby utrudnić budowanie nowej, postkolonialnej tożsamości. Brak opozycji politycznej był pierwotnie faktem niewymuszonym; liderzy, którzy wiedli do obalenia władzy kolonialnej i ustanowienia demokracji często budowali swoją pozycję jeszcze przed uzyskaniem niepodległości; ich wygrana w wyborach w okresie wczesnej niepodległości nie była zatem skutkiem nadużyć, a raczej wyrażeniem szczerej woli społeczeństwa, zorientowanego na budowanie homogenicznej jedności (tak jak w przypadku Tanzanii, gdzie przed ustanowieniem jednopartyjności w konstytucji z 1965 roku, istniał zaledwie jeden opozycyjny wobec władzy członek parlamentu). Również z punktu widzenia postrzegania tradycji afrykańskiej polityki okresu prekolonialnego, gdzie mieliśmy do czynienia z wielopartyjnością, wielopartyjność ta mogła być na późniejszym etapie interpretowana jako czynnik przeciwdziałający szybkiemu, planowemu, scentralizowanemu rozwojowi gospodarczemu. Poziom zapóźnienia w stosunku do krajów świata zachodniego nie pozwala zatem na zmianę kierunku przemian społeczno-gospodarczych po każdych wyborach; stąd też naturalna niechęć społeczeństw afrykańskich do zachodnioeuropejskiego modelu demokracji liberalnej, jak i liberalnego sposobu organizacji życia gospodarczego. Jednopartyjny charakter omawianych państw doprowadził w długofalowej perspektywie do erozji legitymizacji i narastania patologii, takich jak nadużycia władzy, korupcja i uformowanie się opresyjnej klasy biurokratycznej burżuazji. Taki stan rzeczy wymuszał niejako dokonywanie zmian politycznych nie inaczej niż poprzez zamachy stanu.

Większość liderów politycznych w Afryce, rządzących w okresie postkolonialnym, było liderami ruchów niepodległościowych albo osobami, które zyskały władzę wskutek zamachu stanu. Wielu z nich odwoływało się do pojęcia „ojciec narodu”, sankcjonując w ten sposób ustanowiony przez siebie reżym autorytarny, nie bojąc się sięgać do użycia przemocy wobec tych, którzy owej pozycji mogliby zagrozić (poprzez m.in. zabójstwa opozycjonistów, sankcje karne za przynależność do grup opozycyjnych, manipulacje wyborcze, a nawet odebranie zasobów dla regionów okazujących brak wsparcia dla rządzącego dyktatora i/lub partii). Powszechnym problemem była kwestia tzw. „trzeciokadencyjności” (thirdtermism), gdzie pomimo konstytucyjnego ograniczenia długości sprawowania urzędów do dwóch kadencji, głowy państw częstokroć wymuszały na posłusznych wobec siebie parlamentach zmianę konstytucji. Dynamika ta, choć nie zawsze skutecznie przeprowadzana, jest wciąż aktualna (tylko w 2015 w Republice Konga, Burundi, Burkina Faso). W całej Afryce znaleźć można aż dziesięć przypadków głów państw, których czas rządów wynosił od 14 do 33 lat:

  1. Bourguiba w Tunezji (1957-1987, 30 lat);
  2. Mobutu w Zairze (1965-1997, 32 lata);
  3. Banda w Malawi (1961-1994, 33 lata);
  4. Houphouet-Boigny w Wybrzeżu Kości Słoniowej (1960-1993, 33 lata);
  5. Kaunda w Zambii (1964-1991, 27 lat);
  6. Nyrere w Tanzanii (1964-1985, 21 lat);
  7. Kenyatta w Kenii (1964-1978, 14 lat);
  8. Moi w Kenii (1978-2002, 24 lata);
  9. Tubman w Liberii (1944-1971, 27 lat);
  10. Mugabe w Zimbabwe (1987-2017, 30 lat).

Skutkiem takiego stanu rzeczy są często nierozsądne, osobiście motywowane decyzje polityczne, zogniskowane wokół osoby głowy państwa. Houphouet-Boigny ze swojej rodzinnej wioski uczynił stolicę Liberii, wydając 360 mln USD na budowę jednej z największych na świecie katedr chrześcijańskich. Bokassa w Republice Środkowej Afryki wydał ponad 20 mln USD na swoją koronację na cesarza. Mobuto w Zairze wydał – wedle różnych szacunków – ponad 100 0USD na przekształcenie swojej rodzinnej miejscowości Gbadolite w „afrykański Wersal” z międzynarodowym lotniskiem i trzema pałacami.

Opisane powyżej przykłady to tylko najbardziej jaskrawe dowody na brak rządów prawa w krajach omawianego regionu. W modelu idealnym, rządy prawa oznaczają równość agentów rządowych i prywatnych wobec obowiązującego prawa, które powinno być transparentne i jawne, publicznie ogłoszone, stałe i sprawiedliwe, chroniąc w ten sposób fundamentalne prawa oraz bezpieczeństwo osób i mienia. W modelu tym sposób, w który prawo jest wcielane w życie, jest uczciwy, efektywny i podlega odwołaniu (dwuinstancyjność). Żadna z tych zasad nie ma jednak zastosowania w modelu prezydentury stosowanym w systemach dyktatorskich.

Oprócz modelu typowych dyktatur wyróżnić można także system opierający się o frakcyjność sceny politycznej. Oznacza to, że władza osobista dyktatora opiera się na wzajemnej konkurencji i walce o wpływy frakcji w ramach klasy decydenckiej. Grupy rywalizują o względy głowy państwa, a głowa państwa chce pozyskać przychylność ze strony wpływowych grup (klientelizm). W takim systemie, jeśli lider prezentuje swoją słabość, liczyć można w nieodległej przyszłości na zamach stanu i czystki. W modelu frakcyjnym zasoby per se, z definicji nie mogą być rozsądnie alokowane: ich dystrybucja opiera się bowiem na żądaniu, nie zaś na realnych potrzebach.